Zakładki:
Muzyka
Na wszelki wypadek
Odrobina piękna
Pomóż innym
Zaczytuję się
|
wtorek, 23 czerwca 2009
Przychodzisz do mnie
Zaczęło się lato, zaczęła się pora wędrówki burz. Wzdłuż i wszerz kraju, od gór aż do morza, dopóki wystarczy wilgotnej miękkości chmur. Gwałtowny wiatr przesuwa niebo. Porywa wszystko, co stanie na drodze. A może by tak wyjść mu naprzeciw? Może by tak stanąć na drodze. Może by tak przemierzać świat prawie nie dotykając ziemi i dać się przesiąknąć ulewnej wylewności. Może by tak stanąć u drzwi z ostatnim powiewem, z włosami pachnącymi wiatrem i ustami- uwiedzeniem.
czwartek, 17 lipca 2008
List z podróży
Z każdym dniem oddalam się od jednoznaczności. To cała samotna pielgrzymka, która trwa odkąd zapragnęłam bezpieczeństwa. Bieguni wędrują po świecie, bo w marszu zło ich nie pochwyci; ja zaś wędruję do wewnątrz i chowam się pod kolejnym dnem. Myślisz, że już mnie trzymasz, że głęboko patrzysz mi w oczy, a ja tym czasie za Twoimi plecami z uśmiechem do ukrytej kamery przyprawiam Ci rogi. Prócz tego wszystkiego powinieneś wiedzieć, że znalazłam w końcu dośc odwagi i uwolniłam serdeczny palec, a to wiele dla mnie znaczy.
środa, 16 lipca 2008
Parę sekund wywnętrzniania
9 rano, siadam w szlafroku z kubkiem kawy w ręku na brzegu łóżka włączywszy wcześniej winampa. Wraz z pierwwszym dźwiękiem przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz. To TA piosenka, jedna z TYCH piosenek, które masochistycznie przetrzymuje się na liście odtwarzania. Piosenka od NIEGO, jednego z mężczyzn życia. Zabawne, że każdy z NICH zostawiał po sobie taką kombinację nut; utwór przywodzący go na myśl wraz z jego zapachem, smakiem i dotykiem. Niepotrzebnie tak to przeżywam, doskonale wiem, że to nic wielkiego. Ot, prymitywne kotwice. Ciekawe, że jeszcze nie rozszarpały mojego drobnego ciałka na strzępy. Kto wie, może kiedyś to wykorzystam i wyreżyseruje musical moich namiętności. Repertuar z czasem się wydłuża, czekam tylko na najważniejszy punkt- utwór, który potem będzie rozchwytywany na serwisach mp3, które będzie rozbrzmiewał, gdy na ekranie pojawią się napisy końcowe, a gdzieś w domyśle będzie rozgrywał się happy end.
wtorek, 15 lipca 2008
Dwie bajki
Lekko zatacza się. To coś na kształt walca pomiędzy krzesłami, których ilość mnoży się razy trzy. Az w końcu z gracją nocnej ćmy dosiada się do stolika, gdzie wolne miejsce kusi ją roziskrzonym wzrokiem współsiedzących i półlitrowym kuflem. Przegląda się w nim jak w lustrze, jak nieroztropnna panna wpatrzona w studnię. To jest ten moment, jaj moment, i to jest ta chwila, ich chwila. To jest chwila wszystkich młodych kobiet, kiedy trzeba zdecydować, czy piwo wlać do gradła, czy może zrobić z siebie miss mokrego podkoszulka. Musi pomyśleć, czy chce byc nadal księżniczką na ziarnku grochu, której ten groch się wbija w kręgosłup uszkadza nerwy i raz na zawsze odcina rozkosz -tak czytała jej matka do snu. A może woli uwierzyć we wszechobecny musltimedialny stereo jazgot, rozłożyc uda dla niego i wszysatkich niesionych przez los przypadków, a póżniej wyciągać stamtąd swój sukces życiowy, swój sukces zawodowy, swoje małe zwycięstwa na wielkim polu nierównej walki płci.
poniedziałek, 14 lipca 2008
Panta rhei
Chorwackie popołudnie, żar leje się z nieba wprost na półnagie ciała wczasowiczów. Kropelki potu mkną dyskretnie po karku i dalej wzdłuż lini kręgosłupa. Albo po dekolcie, między piersiami do basenu pępka. Kobieta przy sąsiednim stoliku łapczywie opróżniła szklankę i ciekawa jestem, czy jej też te ostatnie krople płynące po ściance szklanki przypominają, że świat nie znosi pustki. W końcu i do mnie dociera zamówienie. Najwyraźniej zamrażarki w tym kraju nawet nie próbują przeciwstawiać się pogodzie, bo moje lody zamiast sztywno trzymać fason w pucharku pływają miękko od brzegu do brzegu. W tym wszystkim jakoś mimowolnie i automatycznie wciąż na usta ciśnie się: "panta rhei". Zawsze w głębi duszy przeczuwałam, że w naszym umiarkowanym klimacie nie zrozumiemy filozofów greckich.
sobota, 05 kwietnia 2008
Przechodząc przez granicę lustra
Powroty z drugiej strony lustra są bardzo trudne. Tam się bywa rzadko, a wspomina długo. Wszystko tam widać w ciemnych, przygaszonych barwach. Sen paraliżuje myśli i budzi zwierzęce instynkty. Najpilniej jak mogę uczę się tego prawa dżungli i obowiązującej hierarchii. Paradoksalnie spomiędzy samouszkodzeń i wzajemnych bójek tak wyraźnie, jak nigdzie indziej, wyłania się wola życia. A nasza strona? Do bólu poznana - słońce tak jasne, że wypala oczy, w telewizji zawsze jakieś reklamy, za oknem spacerują piękni, moralni i ambitni ludzie. W pokojach siedzą samotnie ci, co przechodzą granicę, którym od lustra serce pękło na pół. Porządkujemy myśli i roniąc łzy do kieliszka rozcieńczamy wino, by starczyło nam na całą noc.
poniedziałek, 11 lutego 2008
A wariatka jeszcze tańczy...
Kolejny powrót do pisania. W trosce o swój los znowu trzeba wyraźnie zakreślić swoje kąty i granice, zarysować się w obcej przestrzeni. Starannie obrysowywuję kości, by bezmyślnie nie zużyć zbyt wiele materii. Wyobraź sobie to miejsce i jego możliwości. Wyobraź sobie sufit, a pod nim porozciągane sznurki, a na nich suszące się cytrusy i jabłka. Cały dom zbudowany z zapachu. Cały dom zbudowany z ognia. Cały dom porośnięty trawą... Możnaby boso tańczyć aż do puszczenia soków, możnaby w niej się chować, możnaby znajdować swoje dłonie w gąszczu innych, zieleńszych spraw
wtorek, 30 października 2007
Za ścianą powiek
Nie chwal dzisiaj przed zachodem tak wiele jeszcze może się stać: możemy zginąc razem lub osobno w wypadku, zamachu czy na skutek nie wykrytej choroby. Lub całkiem na odwrót - - możemy dożyć czegoś, czego nigdy nie chcielibyśmy widzieć na oczy. Ludzki los jest przecież nie do przewidzenia tak, jak i ludzkie zachowanie. To, że teraz mówisz o mnie, że jestem jedyna i wyjątkowa, nie daje mi żadnej gwarancji, że za chwilę nie spotkasz kogoś, ko wyda ci się dużo bardziej jedynym i wyjątkowym w dotyku. Wybacz, zagubiłam się w tym wszystkim. To pewnie wina tego wykładu akademickiego - - wciąż tonę w czystej abstrakcji teoretycznej. W natłoku niejasnych słów gubię sens, którym jest Twój oddech na moim karku i dziewięć cyfr w kratkach sudoku.
Przyznaję się do winy
Bywałam Małą, Maleńką, Maleństwem, Słońcem, Słonkiem, Słoneczkiem, Kochaniem, Paulusią, Paulońką, Misią, Piękną, Królewną, Panią... Bywałam najpiękniejszą, nad wiek inteligentną, pociągająco - bezczelną, przykuwająca uwagę, onieśmielająca, wspaniałą, niesamowitą, najlepszą, jedyną, kochaną, doskonałą. Bywałam podziwianą, przytulaną, obejmowaną, całowaną, podgryzaną, sama też całowałam, podgryzałam, budziłam się przy kimś i zasypiałam. W międzyczasie zdarzały mi się załamania, głodówki, wymioty, bezsenne noce, depresje, ekscesy alkoholowe, myśli samobójcze, czyny destrukcyjne. Teraz już nic nie dzieje się - święty spokój, piekielna nuda. Więcej grzechów nie pamiętam. Ciekawa jestem tylko, ile pamiętają ci, co nazywali; ci, co dotykali
poniedziałek, 29 października 2007
Gdy nie dzieje się nic
Jakie to wszystko proste-przejście na czas zimowy. Wystarczy tylko cofnąć wskazówki, głowę cofnąć na poduszkę, ręcę cofnąć na usta, miarowo oddychać przed snem. Jak dobrze,że Ty jesteś dla mnie jedynie na złączeniu bajek i nie widujesz mnie w chwilach słabości. Ostatnio często w nich bywam w nocami, kiedy nawiedza mnie wizja śmierci z zakrwawionym łonem i kiścią winogron w dłoni. Wobec niej nie ma niby mowy o milczeniu, a jednak nie mogę krzyczeć, bo ktoś śpi przy moim boku. Dlatego jedynie poszerzam w mroku do granic źrenice, by nikt nie ośmielił się zapomnieć o moim przerażeniu. Jedynym wyrazem buntu na jaki mnie stać jest papieros w porze posiłku na parapecie otwartego okna. Tam następują sublimacje myśli, tak się planują ekspresje emocji, a wszystko to razem z dymem filtruje mi płuca. Resztę Ci jeszcze opowiem, resztę Ci jeszczę opiszę, gdy znajdę w sobie odwagę, aby otworzyć się na nowy, obcy dzień.
|